youngwoman blog

Twój nowy blog

Minęło 12 lat od momentu poznania A. To takie niesamowite, że przez cały ten czas spotykamy się gdzieś na świecie i jesteśmy parą najczulszych kochanków. No może nie zawsze najczulszych, bo czasami czas sprawia, że jesteśmy tak głodni siebie, że rzucamy się łakomie i chwytamy te krótkie chwile, które dane nam są od świata. Pożeramy się. Łykamy w całości.

Poprosiłam go o makaroniki z Najromantyczniejszego Miasta Świata, a on w zamian chciał, żebym założyła pończochy. Założyłam, i to takie przypinane do gorsetu. Czarne. Piszę to wszystko, bo chce pamiętać te szczegóły.

Tak było i tym razem. Spotkaliśmy się o północy w Krk, w barze. Było z nim jeden kolega z pracy i jeden klient. Bawiliśmy się świetnie, piliśmy piwo, tańczyliśmy. Były drobne dotknięcia z ukryciu. Coraz śmielsze gesty. Sprawdził co mam na sobie. Przez ubranie.

Później w miarę przybywania procentów i trwania imprezy zaczęliśmy się całować… coraz bardziej i bardziej i nie mogliśmy się od siebie odkleić. Już nie zwracaliśmy uwagi na kolegów ani klientów z pracy. Całowaliśmy się jakbyśmy mieli po 20 lat. Tak jak kiedyś. Powiedział: we are a couple… yes! we are a couple. Its been 12 years, I dont know any other girl like that. A potem powiedział: we should marry, and live in a warm and sunny country, you will not have to work, you will raise our kids and I will provide for us. Would you like to marry me Olenka? A ja nie powiedziałam nic wprost. A on na to: remember once we said we would marry? A ja na to: I remember we also said we will be always lovers in our lives. On powiedział: I prefer the first option, that we marry.

Pisze to wszystko, bo wszelkie moje marzenia, plany i wszystko co pragnę i napisze tu spełnia się. To jest niesamowite.

Spędziliśmy w hotelu wspaniałą noc. Powiedział: wiem, że nie podobało Ci się w Paryżu, but it was woth it you know? it was worth it! A ja na to: yes it was, look what we have now.

Rano wylegiwaliśmy się do południa, potem lunch na mieście. Pojechaliśmy taksowką, padał deszcz. Zjedliśmy w TRUFLI. Potem myk do hotelu, 5 minut pieszczot i musiał się ubrać i wyjść na konferencję. A ja zostałam sama w pokoju hotelowym. Jak zwykle… napisałam mu karteczkę: I loved to see you, it’s pretty amazing doing this or 12 years. odcisnęłam buziaka. Ate a proxima! Ola.

Przyjechał po mnie mój kuzyn, spakowałam się i wrocilam autem do siebie. Humor miałam doskonały, trochę melancholijny ale bardzo dobry, bo nasze spotkanie było wspaniałe. Ani jednej złej emocji. WSZYSTKO było dobre i dobrze.

No i tak sobie trwamy… czasem coś napiszemy. Ciekawe kiedy kolejny raz…

 

A M. złożył wypowiedzenie w pracy podczas mojej nieobecności. Wiedziałam, że tak będzie. Ale póki co spędzamy dużo czasu razem. Ja nabrałam dystansu i dzięki temu latwiej mi się z nim dogaduje.

Ciekawe co się wkrótce wydarzy, co napiszę np. za rok?

 

YW

 

 

 

A więc tak. Zgodnie z postanowieniami zeszłorocznymi dopięłam kilku spraw!

Udało mi się pocałować.. delikatnie mówiąc… M.! BYŁO PRZEMAGICZNIE I FANTASTYCZNIE! I to nawet nie raz. Nie spodziewałabym się nigdy w życiu.

Tak więc teraz kolejny etap to: pospotykać się z M. To trudne, ale możliwe. To jedyny facet na świecie jak do tej pory, do którego tak długo mnie ciągnie. Myślę, że mógłby nawet zostać na stałe… Ale zobaczymy. Może to zadanie na ten rok? Albo kolejny?

Ale w międzyczasie zadanie odhaczone nr 2 to zostanie singlem. Jestem singlem, udało mi się uwolic od 6-letniego związku, który wg. mnie nie rokował żadnych nadziei i oto jestem singlem już prawie 3 m-ce. Mi się podoba.

Ufff udało mi się dogadać z A. I widzimy się za 2 tygodnie znów. Tym razem w KRK.

udało mi się tez zdobyć podwyżkę i auto w pracy.

Plany na ten rok:

Mieć M.

Na luzie dogadywać się z A.

Dobrze i wydajnie pracować.

Dzieci w przyszłym roku z M.

 

Pozdr 500!

Na przykład za rok! Co się wydarzy? O czym nie mam pojęcia?

Tak bym strasznie chciała, żeby z M coś się wydarzyło. To jeden z takich przypadków, że jak zobaczyłam to wiedziałam, że coś będzie na rzeczy. To było już ze 4 lata temu i do tej pory wisi w powietrzu. Nic wielkiego nigdy się nie stało, w sumie nawet nic małego. Ale wisi w powietrzu, jest i coraz bardziej przybiera na sile.  To taki crush. Czasem jest bardzo silny, czasem nieco słabnie, po to żeby powrócić ze zdwojona siłą.

Kiedyś więcej się działo, na całego, było „hej przygodo!”. Teraz mniej… ludzie chyba nabrali doświadczenia życiowego i nie chcą się wikłać w różne historie. Najwięcej co się działo to: lekkie śmignięcie dłoni (np. otwierając drzwi, na klamce), raz dotknął mojego dekoltu, chyba z raz mnie uszczypną w tył.. (ale nie jestem pewna), każą imprezę kończymy razem (rozmawiając – dodam dla pewności), częste rozmowy, kawy w kuchni, byliśmy na lunchu, byliśmy w delegacji, spaliśmy raz w tym samym pokoju (ale nie razem i była jeszcze jedna osoba), czasem dzwoni po pracy (ale rzadko), byliśmy na piwku, spoglądamy, puszczamy oczka uśmiechamy się… Niby nic.

A jednak jest jakieś magiczne przyciągnie, ale żadne z nas nie chce się jemu poddać w całości, wolimy w niepewności. Poza tym, nie przyjemniej jest gonić króliczka, niż go złapać? Magia pozostaje magią dopóty, dopóki nie poznamy na czym trick polega. Jest mi w tej magii wspaniale, ale czasem mam niezmierną ochotę sprawdzić czy to prawdziwe czary czy tylko iluzja…

Dziś byłam w pracy, pierwszy dzień po długiej świąteczno-noworocznej przerwie. Blee nie chciało mi się strasznie. Korpo-życie z jednej strony mi odpowiada, bo praca nie jest jakaś bardzo trudna, czasem jest jej bardzo dużo, ostatnio bardzo dużo, ale pamiętam i czasy jak oglądałam w niej seriale i czytałam książki. Te czasy chyba już nie wrócą. Nie lubię za to hierarchii w korpo, ponieważ w pewien sposób segreguje ona ludzi, czasem bardzo widocznie. Ja np. odczuwam ogromną niesprawiedliwość mojej pensji. Jak mogę zarabiać prawie dwa razy mniej niż mój kolega i niemal 3 razy mniej niż moja koleżanka?? No jak pytam się? Robiąc DOKŁADNIE to samo. Wściekam się na to. To nawet nie kwestia tego, że mi podwyżki dać nie chcą, głownie kwestia tego, że w korpo są pewne zasady, budżet, z jednej strony głupie trwonienie pieniędzy na jakieś idiotyczne rauty z udziałem super grubych ryb, a z drugiej strony skąpienie kilku stówek, lub paru tysięcy ludziom, którzy na to zasługują. Chyba teraz pojadę na grubo i powiem przy najbliższej okazji, ze to dyskryminacja ze względu na płeć. A co!

Nie lubię też lalusi typu kierownik, którzy wysługują się szarakami. O fuj! Nie lubię tej atmosfery napięcia, kiedy czuje się w powietrzu siekerę i która wzbudza wręcz agresję. Po powrocie do domu myślę sobie, że to bardzo głupie, to tylko praca. Robisz coś za co Ci płacą i olać resztę. Brać mamonę i stulić pysk :) Muszę o tym sama pamiętać.

Nie palę papierosów. Tydzień. To też wzbudza agresję. Ale mam tabletki dla ludzi, którzy palili ponad 20 papierosów dziennie, więc dawka spora, bo ja nigdy chyba tyle nie wypaliłam. Ja lubiłam najbardziej wieczornego dymka, kiedy mogłam sobie na dworzu (nigdy w domu!) zaciągnać się i „pomyśleć”. Piszę „pomyśleć” bo w sumie to nic nigdy podczas tego momentu dumania nie wymyśliłam mądrego, ale dawało to pewnego rodzaju relaks….

Lubię korpo z tego zwględu również, że można poznać CZASEM i fajnych ludzi, którzy myślą podobnie jak ja. I mimo, że sprzeczki się zdarzają, kiedy ta zła atmosfera firmowa nas dopadnie, ale generalnie można z nimi fajnie pogadać. A najbardziej lubię M.

Mam takie momenty, że czuję do M. miętę, a mam też takie że nie. To taki mój „crush” firmowy. I to jest obustronne, ale pracujemy razem, dość blisko, więc trochę lipa. No i nic z tego na dłuższą metę. W sumie to ja bym nic nie chciała, chyba tylko jakąś dawkę adrenaliny. Żeby poczuć, że żyję.

Teraz właśnie łapię z życia takie chwile. Myślę, że całe życie nie jest super, jest często nudne i monotonne, ale bywają i fajne momenty. I właśnie te ulotne chwile (jak ulotka? :-) ) chcę łapać i gromadzić i wiem, że ich nigdy nie zapomnę. Mam kilka w zanadrzu i już na zawsze będą moje.

Chciałabym być taka beztroska jak kiedyś. Teraz czasem zdarza mi się obudzić w panice, że nie mam rodziny, że nie mam dzieci! Ale to nie jest coś na co mam ciśnienie, właśnie nie czuję, ze jest ktoś z kim chciałabym ją założyć. A chciałabym chcieć. A co jak mi to umknie? Nie boję się być sama, bez partnera. Tego zawsze można złapać, lepszego, gorszego, fajnego, nudnego, no to to zawsze jest czas. Nie ma limitu wieku. Ale dzieci… chciałabym choć przez chwilę poczuć, ze jest ktoś, z kim je bym chciała w danym momencie mieć. A takiej osoby nie ma. Choć różne są wokół mnie… ehhh takie tam rozkminki, które gryzą mój mózg.

Napisałam. Może nie będę myśleć dziś o tym.

Pozdro

YW

2014/2015

Brak komentarzy

Podsumowanie roku:

najlepsze wakacje: z EE w kraju na T.

najlepsza randka: z A. w Najbardziej Romantycznym Mieście Świata

najlepszy flirt: z A przez aplikację… hehe :)

to chyba najlepsze rzeczy jakie mi się zdarzyły…

Postanowienia:

rzucić palenie (przynajmniej codziennie)

ważyć o 5 kg mniej

skończyć mieszkanie i wyprowadzić się

być singlem choć przez trochę

podwyżka w robocie

pocałować M.

nauczyć się norweskiego

Życzenie.. znów rozmawiać na luzaku z A i znów się spotkać…

Przypomniałam sobie o blogu… 10 lat później! Od jakiegoś czasu czułam już potrzebę pisania i przelewania „na papier” swoich myśli. Wolę chyba w postaci bloga niż zeszytu, bo blog gdzieś tam zostanie, nie zniszczy się jak kartka papieru, będzie wirował w wirtualnej rzeczywistości i może ktoś, kiedyś… przeczyta, wspomni, zastanowi się chwilę. Może nawet pozwoli komuś rozwiązać problem, spojrzeć na świat z perspektywy…

Ja teraz  taką perspektywę mam. Po 10 latach. Patrzę na życie zupełnie inaczej, choć wciąż podobnie, w końcu to ja. Starsza tylko o 10 lat doświadczeń i wiele podróży, kilka miłosnych historii krótszych i dłuższych, romantycznych i tragicznych.

Do opisania jest mnóstwo, ale zwróciłam uwagę, że moje ostatnie wpisy dotyczyły A. Wiecie co? On nadal jet obecny w moim życiu (tzn. przez ostatnie 2 miesiące chwilowo nie). To niesamowite to co sobie dziś przeczytałam o tym co się działo 10 lat temu, że do mnie dzwonił i w ogóle. Wspomnienia i cudne momenty z tamtych lat zatarły się i zapomniałam o nich, o tych drobnych szczegółach, które nadawały mojemu życiu tyle barw i radości.

Powrócę więc do wątku, na którym blog zakończył się 10 lat temu, czyli wątek A. Czas płynął, on i ja mieliśmy w między czasie różne plany, mieszkaliśmy w różnych miejscach z różnymi ludźmi, otarliśmy się o sakrament małżeństwa bez dotarcia momentu zawarcia i od czasu do czasu coś tam sobie skrobnęliśmy, coś tam sobie napisaliśmy, „polajkowaliśmy”, skomentowaliśmy, pożyczyliśmy z okazji urodzin i świąt różnej maści. I tyle.

Od jakiegoś czasu zapraszał mnie na spotkanie, mieszkał w różnych miejscach Europy, ja nawet poza nią, często podróżował z racji pracy, ja trochę mniej no i gdzieś na parę krótkich dni te nasze drogi miały się skrzyżować. Planowania było co nie miara, kilka lat, ot tak co kilka miesięcy stwierdzaliśmy, że musimy to zrobić, ale nic w tym kierunku nie robiliśmy konkretnego. Że ciekawie będzie się potkać po latach, jak jesteśmy już dorośli i dojrzali. Mówił „maybe we fall in love again”. A ja na to „maybe, let see”. Ja parę razy mając konkretną propozycję odmówiłam, bo nie był to dla mnie na takie spotkanie czas. Zwykle z powodu innych związków miłosnych. Czekaliśmy aż los sprawi, że takie spotkanie się nadarzy. No i stało się. Nasze inne związki miłosne na te parę chwil nie miały znaczenia.

Spotkaliśmy się tam gdzie się poznaliśmy, czyli w Najbardziej Romantycznym Mieście Świata. Teraz tam mieszka. Nie mogłam uwierzyć jak zobaczyłam jak czeka na mnie przy metrze. Myślałam, że twarda ze mnie sztuka ale aż słabo zrobiło mi się i kolana się pode mną dosłownie ugięły. Niesamowite uczucie. Musiało minąć trochę czasu, żebym się z sytuacją oswoiła. I żebym uwierzyła, że mi się to nie śni. Teraz aż odebrało mi siły by pisać.

Spędziłam 2 dni pełne ukradzionych całusów, wspomnień, przechadzek po Najbardziej Romantycznym Mieście Świata. Czułam chwile pełni szczęścia i myślałam: „jestem tak cudownie, kompletnie i do końca szczęśliwa, niech ta chwila trwa wiecznie”. Cudnie było siedzieć na schodach pod białą katedrą i oglądać wraz z tłumem ludzi koncert gitarzysty – piosenkarza amatora. Wtedy dowiedziałam się że „Skinny Love” to jedna z jego ulubionych piosenek.

Czasem lubię robić zdjęcia w pamięci. Obserwuję moment, staram się go zapamiętać w każdym szczególe i zapisać go w pamięci jak zdjęcie. Wtedy właśnie takie powstało. To chyba jedno z 4-5 jakie mam. Te zdjęcia obrazują tylko wyjątkowe momenty.

Były jeszcze inne bary, restauracje, rozmowy w wielu językach świata z ludźmi w knajpach, alkohol i coś niedopowiedzianego w powietrzu.

Im bliżej końca naszego tak skrupulatnie planowanego spotkania, tym bardziej robiło się dziwniej. Pamiętam, że jak wyszłam sama na chwilę kupić świeże pieczywo, podczas kiedy on pichcił coś na śniadanko poczułam oczy pełne łez i wiedziałam, że nie będzie dobrze. Nie umiałam już zgrywać twardziela. Od tej pory czułam, że coś mnie w środku ściska i dusi coraz bardziej i już nie mogłam wyluzować. Niestety. A szkoda… Ostatnie parę godzin czułam jak udrękę, wiedziałam, że koniec wymarzonej podróży się zbliża, nie mogłam spać, kręciłam się z boku na bok, a rano nie potrafiłam się odezwać słowem. Mózg wybuchł mi na milion kawałków. Nie wytrzymał takiej ilości szczęścia, wspomnień i smutku z drugiej strony w jednej chwili. Nie wytrzymał tak bardzo intensywnych dni, mnóstwa wypitego wina i jego..

Myślę, że było mu cudnie dopóki mi było cudnie, powiedział, że mogę przyjechać kiedy tylko chcę. Ale myślę też, że mój dziwny stan ducha tej ostatniej nocy i ostatnich godzin rano kiedy już nie odzywaliśmy się do siebie słowem sprawił, że coś było bardzo wyczuwalnie nie tak. I on też to czuł. Jak wyszłam z metra po pożegnaniu, podczas którego moje słowa „I don’t like goodbyes” zinterpretował tak, że chyba nie chcę z nim się żegnać, bo jak tylko to wypowiedziałam powiedział „ok” i wskoczył do pociągu, to nie mogłam złapać oddechu. Szłam i głośno starałam się złapać oddech. Czułam się tak jakbym wynurzyła się spod wody wyzbywając się pod nią resztek tlenu i ostatkiem sił głośno łapała powietrze. Jak atak paniki.

To było 2 miesiące temu. Dokładnie. Dokładnie 2 miesiące temu hasałam sobie po Najbardziej Romantycznym Mieście Świata z A. Potem zdawkowy sms, że dziękuje mi za weekend, że spędził świetnie czas i że super było mnie znów zobaczyć. I że do zobaczenia wkrótce. Od tamtej pory nic.

Parę dni temu polajkowałam raz jedyny przez te 2 miesiące coś od niego na FB. Potem były 2 lajki od niego.  Pierwszy raz od tego czasu. Byłam bardzo ale to bardzo zaskoczona ale i ucieszyłam się niezmiernie. Wczoraj znowu mi się śnił.

w tłusty czwartek zjadłam 3 pączki ( nigdy w życiu nie lubiłam za bardzo pączków) więc jak na mnie to wyczyn spory. czułam je potem cały dzień w żołądku, ale to dobry podkład na imprezkę. Zaprosiłam Ewę, tą moją koleżankę z liceum do siebie, przyszedł tez jej narzeczony Maciek i obaliliśmy butelkę wódki, a zaznaczam ze moja mam była w domu. Jak juz wodka sie skonczyla, tata chcial nam robic drinki, ale mama go w łeb walnęła. Nie mogl nas odwiezc do centrum bo sam był po angielskim na piwku.. i tak oto moja rodzina zmienia obyczaje.

Dziś z mami byłam na zakupach, dla niej!!! kupiła sobie żakiet i bluzkę, klipsy za 65zł i bransoletkę jakąś, kupe kasy wydała, kupiła mi jeszcze kolczyki i zaprosiła do restauracji! i nawet papierosa chciala ze mna wypalic. No ale akurat nie miałam…

sesja sie skonczyla, przynajmniej chwilowo, nie mam jeszczedwoch wynikow, a jednego moge nie zdac. Bo to polityka, a ja jej nie trawie i na 75% pytan z testu strzelalam odpowiedz… pierwszy raz w zyciu, jak wolny strzelec:D

teraz tata wrócił z brydża i sie najadłam ciepłego chleba,który w klubie piecze pan Wojtek.. i pofarbowałam mamie włosy!! ona sie staje moja kolezanka.
no, to na tyle, pozno juz, ide spać:)

całuski dla was wszystkich!

PS. Kuzynka jest z Koleżanką na snowboardzie. Koleżanka spadła na głowe na stoku i pojechala do szpitala. Ale w srodku nocy ja wypuscili. Musiala wracac taxi z bielska bialej do szczyrku… taryfa nocna, miedzymiastowa. Służba zdrowia zawsze o nas dba. Jakby nie mogli jej wypuscic rano nastepnego dnia…

kocham

Brak komentarzy

właściwie nigdy w życiu nikomu tego nie mówię, żadnym mężczyznom na pewno.

Kiedy bylam z moim pierwszym chłopakiem, jak miałam 17 lat i byliśmy razem półtora roku to mu powiedzialam.. ale dlatego że to on mnie do tego namawiał i zmuszał. Teraz do niego nic nie czuje, nic a nic, zero, jakby nigdy nie istniał.. więc to chyba nie była miłość, mimo że najdłuższy związek w moim życiu.

Potem KN… to była miłość, ale nigdy sobie tych słów nie powiedzieliśmy. Moja pierwsza miłość. Mowimy je teraz, jak sie już przyjaźnimy, tak prawdziwie. Jest dla mnie jak rodzina i zawsze bedzie obecny w moim życiu. Ale to juz nie miłość dwojga młodych ludzi.. to nie jest zakochanie.. to takie ciepłe domowe uczucie, które jest możliwe.

Potem Olivier.. śmieszna sprawa. Niby nie razem a jednak tak. Żywię do niego ciepłe uczucia i mam miłe wspomienia i za nic nie mam zalu.

I w końcu A z P…

Jestem zakochana po uczy. napisze to w końcu. Tak, kocham cię A. Wiem że to nie ma sensu najprawdopodobniej, że nie mam co marzyć, że się uda, bo wtedy umarłbym ze szczęścia, czułabym się jak w amerykańskim filmie z happy endem. Boję się marzyć…

w końcu Toni braxton śpeiwa:
I wish i didnt wish so hard…
Za co cię kocham?
-za to że tak łatwo przychodziło ci rozmawianie o uczuciach
-za to, ze spędziłam z Tobą najpiękniejsze dni życia
-jestem w 100% kimś o kim zawsze marzyłam
-czułam się przy tobie wyjątkowo
-spędziłam z tobą idealny dzień
-pokazałeś jak może być w życiu pięknie
-kocham cię za te nasze dnie całe spędzone w łózku
-kocham cię za wstawanie o 23 :)
-kocham cię ze byłeś przy mnie kiedy byłam taka samotna
-dzięki tobie odkochałam sie w KN
-zmieniłeśmoj świat
-mieszkasz tam, gdzie ja zawsze marzyłam być
-za twoje miny rozkapryszonego chłopca
-za to że nie zapomniałeś o mnie
- za twoj taniec ze szczotką…

czyli za nic szczególnego. Kocham cię i już. Nigdy Ci tego nie powiedziałam i zawsze przerywałam twoje rozmowy na ten temat.

teraz te nasze internetowe randki stały się głównym tematem moich myśli.Tak się męczę,nie wiem co będzie.. Ty też się dziwnie zachowujesz..

Przyjedź do mnie!

,,,

Brak komentarzy

smutno mi

troche spraw sie pokomplikowalo

dlaczego nie moze byc nigdy dobrze?? dlaczrego nie mogęmiec ja happy endu??

czy to sie zdaza tylko na filmach…?

:(((

niech moje marzenie się spełni…

po pierwsze jak postanowiłam SCHUDŁAM. troche, wygladam dobrze:)

po drugie na portugalski sie zapisze od nowego semestru

po trzecie.. boze.. i feel magic in the air!

wirzę, że jeśli się czegoś bardzo pragnie, i wciąż o tym myśli to to się musi stać!!

czułam od jakiegoś czasu że A do mnie zadzowni.. i ta myśl tak we mnie kiełkowała i rosła i była tak silna, ze musiało być w tym cos niezwykłego. I rzeczywiście. W nocy zadzwonił do mnie A. Szkoda że spałam, nie usłyszłam:( ale potem rozmawialismy. Dzwonił bo mu sie sniłam. I jak tu nie wierzyć w energię, w telepatię. Ja jestem pewna że coś w tym jest.

Jestem zakochana w nim, To juz wiem. Jak cudownie ze niedługo przyjedzie, juz sie nie moge doczekac. I zaprosił mnie do siebie, do dalekiego P…

Tak strasznie i gorąco bym chciała żeby się udało. To jest trdne wyzwanie, bo niewiele mozna zdzialac na odległość, ale można, wierzę w to.

Słucham portugalskich piosenek, chodzę po ulicach ze słuchawkami na uszach i czuję się jak w innym świecie… to takie magiczne, nierealne, zaczarowane. Niedługo może stać się rzeczywistościa. To jest moje marzenie…


  • RSS